Je suis

wrzesień 22, 2006

Eryk (T. Pratchett)

Zaszufladkowany do: Fantasy — marczewska @ 8:53 pm

Mój kolega, czytając kiedyś którąś z kolejnych części Świata Dysku stwierdził: “To takie prymitywne, ale zabawne i wciąga”. Podpisuję się pod tymi słowami, aczkolwiek z pewną ostrożnością. Czy aby na pewno możemy określić książki Pratchetta mianem prymitywnych? Owszem, przy pierwszym zetknięciu rzuca się w oczy prosta forma, język skłonny do budowania sytuacji niemal absurdalnych, dość oryginalna grosteskowość (w przypadku Eryka rozłożył mnie na łopatki spinacz – tak, taki zwykły – jako pierwszy skrawek materii rodzący się pustce powstającego wszechświata), wszystko to jednak składa się na bardzo misterną konstrukcję świata, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Nie przypisuję tym książkom niebywałej głębi, bo w nich w ogóle nie o to chodzi. To byłoby trochę tak, jakby zdyskwalifikować jako strój pogrzebowy czerwoną sukienkę, która niejako z definicji do roli funeralnej pretendować nie może. Jeśli jednak ktoś chce przeczytać coś lekkiego, a jednocześnie zabawnego i inteligentnego, to polecam.

Eryk to w pewnym sensie nagięcie mitologii greckiej do realiów Świata Dysku. Razem z Rincewindem, nieudanym magiem, wejdziemy w krainę Hadesu, gdzie spotkamy się z Syzyfem (który obecnie, zamiast toczyć pod górę swój głaz musi, w wyniku reformy wprowadzonej przez nowego władcę demonów, wysłuchać kilku tysięcy tomów nudnych przepisów, odczytywanych mu przez specjalnie do tego zatrudnionego demona), Prometeuszem, wykończonym po wielkoletniej, codziennej utracie wątroby i wieloma innymi postaciami, noszącymi tu oczywiście inne imiona – co także stanowi pewien rodzaj gry. Znajdziemy się również w samym środku wojny Tsortiańskiej, której bohater, Lavaeolus, skazany jest na dziesięcioletnią drogę do domu. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, a my mamy ochotę sięgnąć po kolejny tom serii…
Eryk jest idealny jako lektura pociągowa czy wręcz tramwajowa – książka nie liczy nawet 120 stron. Moja ocena w Biblionetce – 4.

3 komentarzy »

  1. Sam autor to ładnie podsumował:
    “Świat porusza się przez przestrzeń na skorupie żółwia. To jest jeden
    z wielkich mitów starożytności, występujący gdziekolwiek ludzie
    i żółwie spotykają się razem; cztery słonie były indoeuropejskim
    wyrafinowaniem. Idea przez wieki czekała w pprzechowalni legend.
    Wszystko co musiałem zrobić to zabrać ją i uciec zanim włączy się alarm.”

    Dodałbym, że pochwalić należy też tłumacza, Piotra W. Cholewę.
    Humor Pratchetta w dużej mierze oparty jest na grach słownych
    i tworzeniu odpowiedniego klimatu; w żadnej książce nie pojawił
    się przypis “niewytłumaczalna gra słów”.

    Dawid

    Comment - autor: QNeX — wrzesień 22, 2006 @ 9:32 pm

  2. Zdarzyło mi się czytać kilka książek tego autora i zgadzam się, że prymitywny nie jest z pewnością. Może nie każdy rozpozna miejsce, które aż prosi się o uśmiech. Np. w przypadku “Maskarady” należało najpierw przeczytać “Upiora w operze”, żeby wiedzieć, co autor parodiuje.

    Jeśli chodzi o fantasy, to polecam cykl George’a R.R. Martina, “Pieśń lodu i ognia”. O ile jeszcze nie znacie tego utworu:) Polecam, bo warto:)

    Comment - autor: elenoir — wrzesień 23, 2006 @ 8:42 pm

  3. Tak, ten cykl jest świetny – mam za sobą pierwszy tom, a reszta czeka na półce. :-)

    Comment - autor: marczewska — wrzesień 24, 2006 @ 8:57 am


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.