Po “nową Tokarczuk” sięgnęłam z zapałem. Odkąd przed kilkoma laty, skazana na przymusowe, dwutygodniowe leżenie w łóżku z dotkniętą zakażeniem nogą, sięgęłam po Dom dzienny, dom nocny, należę do wiernych czytelniczek tej autorki, zwłaszcza, że przez ostatnie dwadzieścia lat kondycja polskej prozy jest, według mnie, dość kiepska. Tym radośniej witam zatem każdą książkę, o której mogę powiedzieć, że jest dobra, bez poczucia niedosytu i nostalgicznego westchnienia, że “kiedyś pisano lepiej”.
Anna In to współczesne, literackie odczytanie starożytnego, sumeryjskiego mitu o boginii, która zstępuje do podziemnego królestwa śmierci, w którym spotyka swoją siostrę. Niestety, zgodnie z panującym prawem, z królestwa tego nie ma powrotu. Swój powrót do świata żywych zawdzięcza Inanna Ninmie – stworzycielce natury, starej boginii, która grozi pozostałym bogom zatrzymaniem biegu natury, jeśli nie pomogą swojej córce wydostać się z podziemi. Cena za uwolnienie jest jednak wysoka – bohaterka wychodzi wprawdzie na wolność, potrzebuje jednak zastępcy, który zszedłby zamiast niej do królestwa śmierci. Wybór pada na jej ukochanego, w końcu jednak pani umarłych zgadza się przyjąć do siebie dwie istoty – wspomnianego Ogrodnika i kochającą go siostrę, Gesziannę. Każde z nich ma zstępować w podziemie na kolejne pół roku.
Mit, tak bardzo przypominający znaną nam z mitologii greckiej opowieść o Persefonie i Demeter, jest znany współczesnym dzięki tekstom z tabliczek klinowych, tłumaczonym na język angielski i dostępnym również w internecie. Mimo starożytnych korzeni, interpretacja Tokarczuk umieszcza tę historię niejako poza czasem; obok wyraźnego tchnienia “dawności” i lekkiej egzotyki obcej kultury, mamy elementy współczesnej, a nawet wybiegającej lekko naprzód cywilizacji. I tak świat podziemny jest połączony ze światem żywych systemem poruszających się we wszystkich kierunkach wind, do których wsiada się na specjalnych peronach, bogowie swobodnie popijają piwo, zaś Inanna czesze swoje długie włosy w sploty niezliczonych warkoczyków.
Bardzo ciekawym dopełnieniem opowieści jest posłowie Autorki, w której udziela ona wyczerpujących wyjaśnień tak na temat przetworzonego mitu, jak i mitologii w ogóle.
Mimo ciekawej formy i wspaniałego języka (Tokarczuk wspomina o czymś na wzór refrenów w wersji oryginalnej i w pewnych kontekstach chyba przejęła ten pomysł starożytnego autora), książka ta nie jest w ogóle “moja”. Z pewnością jest ciekawa i warta przeczytania, nie porusza jednak we mnie głębokiej struny. Czytałam ją właśnie jako swoistą interpretację mitu, bez wielkiego zaangażowania i napięcia.
Moja ocena w Biblionetce (po długich wahaniach) – 4, choć bliższe jest to 3 z plusem.
Twoja recenzja potwierdza niestety moje wątpliwości. Odnoszę wrażenie, że nowa Tokarczuk nie poruszy także i mojej struny, choć sprawdzę to kiedyś, kiedy już nowa Tokarczuk przestanie być nowa
Comment - autor: infrared — wrzesień 24, 2006 @ 8:32 pm