Jeszcze zanim sięgnęłam po kolejny tom opowieści o Świecie Dysku, tytuł kojarzył mi się dosyć jednocznaczenie z Szekspirem. W wersji oryginalnej brzmi on Wyrd Sisters, a pamiętamy, że trzy czarownice z Makbeta to, odrzucając polskie tłumaczenia “weird sisters”. Mój instynkt okazał się górą, zaś samo skojarzenie nie jest bynajmniej efektem zawodowego skrzywienia, utrwalonego rocznym uczęszczaniem na konwersatorium szekspirowskie.
Trzy wiedźmy to opowieść czerpiąca dość obficie ze znanych nam dramatów Szekspira. Odnajdziemy tu elementy m.in. Hamleta, Makbeta, Króla Leara, Jak wam się podoba, Snu nocy letniej i wielu innych. Wszystko jest oczywiście nagięte do realiów Świata Dysku. Książka zabawna sama w sobie, choć znajomość wymienionych dzieł stwarza drugie, uzupełniające dno.
Fabuła jest dość prosta: panujący król pada ofiarą zabójstwa, zorganizowanego przez czyhającego na przejęcie tronu księcia i jego małżonkę. Nowy władca okazuje się być kiepskim panującym – mocno zakompleksiony typ o sadomasohistycznych skłonnościach wywołuje sprzeciw w całym królestwie. Obalić go może tylko prawowity następca tronu, który jako niemowlę dostał się pod opiekę trzech całkiem dobrych i miłych czarownic, a następnie przekazany został małżeństwu prowadzącemu objazdowy teatr. Chłopiec rośnie, doskonaląc się w sztuce akorskiej, nie znając swojego pochodzenia. Wszystko toczy się swoim rytmem do czasu, gdy pierwsze opiekunki Tomjona decydują się wziąć sprawę w swoje ręce i osadzić dziedzica na tronie.
Książkę polecam wszystkim, którzy mają ochotę na prostą, a jednocześnie zabawną intelektualną grę.
Moja ocena w Biblionetce – 5.