Je suis

Luty 27, 2007

„Ostatnia wieczerza (P.Huelle)

Filed under: Nowa proza polska — marczewska @ 11:32 pm

„Ostatnia wieczerza” Pawła Huelle zaskoczyła czytelników gdańskiego prozaika przyzwyczajonych do jego nostalgicznej prozy, zanurzonej w Gdańsku dawnych lat. Tym razem nie mamy do czynienia ze scenerią miasta, do którego mógł tęsknić sam autor (jak zostało ono ukazane w zbiorze opowiadań „Byłem samotny i szczęśliwy”), czy też z Gdańskiem jeszcze odleglejszym w perspektywie czasu, tym z początku XX wieku, do którego Huelle sięgnął pod pretekstem nawiązania do Hansa Castorpa, bohatera „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna („Castorp”). Zaskoczeniu nie powinno jednak towarzyszyć uczucie rozczarowania.

Paweł Huelle, który podczas warszawskiej promocji książki zadeklarował, iż napisał wreszcie powieść współczesną, rozwinął skrzydła szerzej niż mogliśmy przypuszczać. Oddał w nasze ręce powieść dobrą i skończoną, wielowątkową i ironiczną.

Bohaterowie to grupa znajomych, których łączy wspólnie spędzona młodość oraz przedsięwzięcie. Podjąć się go mają akurat w dniu, gdy toczy się akcja powieści: chodzi o sesję fotograficzną, mającą posłużyć do stworzenia wzoru dla artysty, noszącego się z zamiarem namalowania tytułowej Ostatniej Wieczerzy. Ludzie ci wywodzą się z różnych środowisk: mamy tu lekarza, homoseksualistę, artystę, a także cierpiącego na seksoholizm biznesmena. Na powieści ciąży również duch księdza Monsignore, rozkochanego w bogactwie duchownego-antysemity, który produkuje wino własnej marki i tłumaczy się, że jeździ mercedesem, ponieważ nie znosi tandety. Życie bohaterów, ukazane przez pryzmat owego jednego dnia, nie wygląda na proste. Do ich codziennych problemów należą m.in. regularnie dokonywane zamachy w sklepach monopolowych (przypisuje się je środowiskom islamskim). Miejscem akcji jest oczywiście Trójmiasto, choć autor nie nazywa rzeczy po imieniu. Architektura nadmorskich miejscowości nieco się jednak zmieniła: obok kościołów stanęły meczety, jedną z prężnie działających uczelni jest Wolny Uniwersytet, który jest szkołą islamską, zaś główna arteria miasta, zazwyczaj zakorkowana, nosi dumną nazwę Alei Kaczyńskich. Mimo tak poważnych zmian, trudno mówić o książce Huelle jako o powieści science-fiction. Świat, który opisuje, jest nam mimo wszystko bliski, o czym świadczą tak opisy sytuacji, w których nie można się doszukać np. przejawów nieznanej nam jeszcze techniki, jak i wspomnienia postaci, wynika z nich bowiem, iż czasy stanu wojennego nie należą jeszcze do zamierzchłych.

W powieści panuje swego rodzaju chaos, spowodowany tak przedstawianymi wydarzeniami (zamachy, korki, koszmary senne, które dręczą bohaterów), jak i prowadzeniem narracji. Obok właściwego toku powieści, ukazującego losy bohaterów, mamy liczne wątki poboczne, z których najbardziej rozbudowanym jest opowieść o wędrówkach po Ziemi Świętej Davida Robertsa (dziewiętnastowiecznego szkockiego malarza).

Na pytanie, o czym jest właściwie ta książka, zaryzykowałabym odpowiedź, że bohaterką jest tu Sztuka. Inżynier wykłóca się z przyjaciółmi o istotę sztuki prawdziwej, reaguje agresywnie na malarzy, oskarżając ich o kicz. Wątek ten nawiązuje do autentycznej sytuacji, do której odwołał się Huelle: wernisażu Macieja Świeszewskiego, autora obrazu przedstawiającego Ostatnią Wieczerzę, którego oskarżono o kicz. Autor wystąpił zatem w obronie sztuki symbolicznej, intelektualnej, takiej, w którą trzeba się zagłębić, by odkryć drugie dno.

„Ostatnia Wieczerza” natchnęła mnie nadzieją. Nie lubię narzekać, ale z polską literaturą współczesną chyba nie dzieje się najlepiej. Nowa książka Pawła Huelle rozwiewa jednak obawy: mamy powieść na miarę naszych czasów. Co ciekawe, autor potrafił uczynić z tego jej atut.
Moja ocena w Biblionetce: 6.

Recenzja ukazała się również tu:

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ostatnia_wieczerza_20453.html

Luty 24, 2007

Człowiek, który biegnie przez las (M. Grzebalski)

Filed under: Nowa proza polska — marczewska @ 5:10 pm

Bywają czasem książki, przy których lekturze czytelnik zastanawia się, po co właściwie zostały napisane i wbrew sobie stawia pytania w stylu „co poeta miał na myśli”. Jakkolwiek trudno przypuszczać, by spod pióra jakiegokolwiek autora wyszła powieść bez jakiegokolwiek, nawet kiepskiego pomysłu, to jednak „Człowiek, który biegnie przez las” takie właśnie wrażenie pozostawia. Zbiór opowiadań, podobno debiutanckich, napisanych przez poznańskiego liryka to tak naprawdę niewiele więcej niż zestawienie zupełnie przypadkowych obrazów, dialogów czy scen. Nie jest to chyba jednak chaos zamierzony: czytelnik poszukuje w książce sensu, czując, że gdzieś on ma tu być, zaś winę za niemożność owego odnalezienia ciężko zrzucać na czytającego: powoduje to raczej nieudolność pisarza.

Jeśli ktoś ma jednak ochotę na zbiór niepowiązanych za bardzo ze sobą opowiadań, z których jedno opowiada o zbierającej grzyby rodzinie, inne o wymiotującym w łazience delikwencie, jeszcze inne o alkoholizującym się Mateuszu (to, zdaje się, jedyne opowiadanie w którym zostały zachowane związki przyczynowo-skutkowe), to oczywiście polecam. Moja ocena w biblionetce: zdecydowane 1.

Blog na WordPress.com.