Je suis

Wrzesień 29, 2006

Piramidy (T. Pratchett)

Filed under: Fantasy — marczewska @ 1:07 am

Okazuje się, że Pratchett to autor nie tylko książek, przy których można boki zrywać. Czytając Piramidy od razu zauważamy zmianę stylu – wszystko jest tu jakby bardziej serio, akcenty humorystyczne zostały zdecydowanie przesunięte, wysuwając na plan pierwszy konkretną, spójną i dość poważną opowieść. Czy książka ta jest trochę inna „tak po prostu”, czy może jej styl, tak bardzo w porównaniu z innymi tomami cyklu, to element tworzący świat przedstawiony utworu?

Tym razem Autor przenosi nas do pustynnej krainy Djelibejbi (dosłownie: Dziecię Djel, jak informują przypisy), do złudzenia przypominającej cywilizację starożytnego Egiptu, tak z zewnątrz (piaski i piramidy), jak i od środka, z uwzględnieniem problemu władzy, którą rzekomo sprawuje król i bóg w jednej osobie, w rzeczywistości zaś – przebiegły i szalony najwyższy kapłan. Opowieść o młodym monarsze, który swą młodość spędził w szkole dla skrytobójców, duchu jego ojca, który sprzeciwia się budowom kolejnych piramid (na które państwa nawet nie stać), wreszcie gigantycznym grobowcu, powodującym dość poważne zawirowania czterech wymiarów kończy się jak zwykle dobrze, a mimo nieco mniej humarystycznej formy Autora nadal nie da się pomylić z żadnym innym.

Moja ocena w Biblionetce – 4.

Reklamy

Wrzesień 26, 2006

Trzy wiedźmy (T. Pratchett)

Filed under: Fantasy — marczewska @ 4:11 pm

Jeszcze zanim sięgnęłam po kolejny tom opowieści o Świecie Dysku, tytuł kojarzył mi się dosyć jednocznaczenie z Szekspirem. W wersji oryginalnej brzmi on Wyrd Sisters, a pamiętamy, że trzy czarownice z Makbeta to, odrzucając polskie tłumaczenia „weird sisters”. Mój instynkt okazał się górą, zaś samo skojarzenie nie jest bynajmniej efektem zawodowego skrzywienia, utrwalonego rocznym uczęszczaniem na konwersatorium szekspirowskie.

Trzy wiedźmy to opowieść czerpiąca dość obficie ze znanych nam dramatów Szekspira. Odnajdziemy tu elementy m.in. Hamleta, Makbeta, Króla Leara, Jak wam się podoba, Snu nocy letniej i wielu innych. Wszystko jest oczywiście nagięte do realiów Świata Dysku. Książka zabawna sama w sobie, choć znajomość wymienionych dzieł stwarza drugie, uzupełniające dno.

Fabuła jest dość prosta: panujący król pada ofiarą zabójstwa, zorganizowanego przez czyhającego na przejęcie tronu księcia i jego małżonkę. Nowy władca okazuje się być kiepskim panującym – mocno zakompleksiony typ o sadomasohistycznych skłonnościach wywołuje sprzeciw w całym królestwie. Obalić go może tylko prawowity następca tronu, który jako niemowlę dostał się pod opiekę trzech całkiem dobrych i miłych czarownic, a następnie przekazany został małżeństwu prowadzącemu objazdowy teatr. Chłopiec rośnie, doskonaląc się w sztuce akorskiej, nie znając swojego pochodzenia. Wszystko toczy się swoim rytmem do czasu, gdy pierwsze opiekunki Tomjona decydują się wziąć sprawę w swoje ręce i osadzić dziedzica na tronie.

Książkę polecam wszystkim, którzy mają ochotę na prostą, a jednocześnie zabawną intelektualną grę.

Moja ocena w Biblionetce – 5.

Wrzesień 22, 2006

Eryk (T. Pratchett)

Filed under: Fantasy — marczewska @ 8:53 pm

Mój kolega, czytając kiedyś którąś z kolejnych części Świata Dysku stwierdził: „To takie prymitywne, ale zabawne i wciąga”. Podpisuję się pod tymi słowami, aczkolwiek z pewną ostrożnością. Czy aby na pewno możemy określić książki Pratchetta mianem prymitywnych? Owszem, przy pierwszym zetknięciu rzuca się w oczy prosta forma, język skłonny do budowania sytuacji niemal absurdalnych, dość oryginalna grosteskowość (w przypadku Eryka rozłożył mnie na łopatki spinacz – tak, taki zwykły – jako pierwszy skrawek materii rodzący się pustce powstającego wszechświata), wszystko to jednak składa się na bardzo misterną konstrukcję świata, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Nie przypisuję tym książkom niebywałej głębi, bo w nich w ogóle nie o to chodzi. To byłoby trochę tak, jakby zdyskwalifikować jako strój pogrzebowy czerwoną sukienkę, która niejako z definicji do roli funeralnej pretendować nie może. Jeśli jednak ktoś chce przeczytać coś lekkiego, a jednocześnie zabawnego i inteligentnego, to polecam.

Eryk to w pewnym sensie nagięcie mitologii greckiej do realiów Świata Dysku. Razem z Rincewindem, nieudanym magiem, wejdziemy w krainę Hadesu, gdzie spotkamy się z Syzyfem (który obecnie, zamiast toczyć pod górę swój głaz musi, w wyniku reformy wprowadzonej przez nowego władcę demonów, wysłuchać kilku tysięcy tomów nudnych przepisów, odczytywanych mu przez specjalnie do tego zatrudnionego demona), Prometeuszem, wykończonym po wielkoletniej, codziennej utracie wątroby i wieloma innymi postaciami, noszącymi tu oczywiście inne imiona – co także stanowi pewien rodzaj gry. Znajdziemy się również w samym środku wojny Tsortiańskiej, której bohater, Lavaeolus, skazany jest na dziesięcioletnią drogę do domu. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, a my mamy ochotę sięgnąć po kolejny tom serii…
Eryk jest idealny jako lektura pociągowa czy wręcz tramwajowa – książka nie liczy nawet 120 stron. Moja ocena w Biblionetce – 4.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.