Je suis

Październik 23, 2006

Mendel Gdański, Miłosierdzie gminy (M. Konopnicka)

Filed under: Klasyka polska — marczewska @ 10:22 pm

Polonista musi zawsze liczyć się z koniecznością powracania do pewnych uznanych za kanon dzieł, nawet jeśli osobiście nie pała szczególnym zapałem do pewnych pozycji. Pozytywistyczna nowelistyka jest dla części uczniów koszmarem nudy, dla innych – błogim westchnieniem ulgi, jako że wszystkie te opowiadania są krótkie i proste.

Za każdym razem, gdy muszę przeczytać po raz kolejny coś w stylu Mendla Konopnickiej, cieszę się, że nie pracuję w szkole. O ile bowiem sama uprawiam aktywnie masochizm czytelniczy (książkę prawie zawsze czytam do końca, nawet jeśli potem daję jej w Biblionetce 1 lub 2), o tyle zmuszanie się do uprawiania go regularnie za pomocą tego samego narzędzia, zmieniając tylko raz w roku publikę, zakrawa już według mnie na perwersję. Dlatego wolę pozostawić kolejne przeczytanie Miłosierdzia gminy samej sobie i jak najszybciej poradzić sobie z dołem.

Wśród głośnych nazwisk pozytywizmu Konopnicka ze swoją twórczością wyróżnia się czymś, co określiłabym mianem największego okrucieństwa. Jej nowele uderzają w czuły punkt, jakim jest szacunek i swego rodzaju litość wobec starości. Mendel to stary Żyd, pracujący w pewnym mieście od dwudziestu siedmiu lat jako introligator. Przez przeszło ćwierć wieku wrósł w życie polskiego miasteczka, zna tu wszystkich swoich sąsiadów, sam również jest znany i lubiany. Tym większym paradoksem jest zwrócona również przeciwko niemu obława na Żydów, której ofiarą (na szczęście nie śmiertelną) jest wnuczek Mendla, brutalnie uderzony kamieniem w głowę. W opowiadaniu nikt wprawdzie nie ginie, ale jego stary bohater u kresu swych dni doświadcza potężnego rozczarowania miastem, które z całych sił ukochał.

W Miłosierdziu gminy idzie Konopnicka jeszcze dalej: ukazuje nam starego, zniedołężniałego tragarza, Kuntza Wunderli, przez pryzmat miejskiej „licytacji” żebraków, kandydatów do przyjęcia na posadę u mieszczan, co gmina organizująca całe przedsięwzięcie dodatkowo nagradza na drodze finansowej. Nowela jest w swej wymowie po prostu okrutna: stary zostaje wystawiony na pośmiewisko, ludzie karzą mu prezentować zęby i nogi, potem licytuje go jego własny syn, jednak gdy cena żądana od gminy schodzi poniżej pewnej kwoty, Kuntz dostaje sie znanemu z okrucieństwa Probstowi, który zaprzęga staruszka do swojego wozu z mlekiem, bo ciągnął go wraz z zaprzęgniętym obok psem.

Po takiej, na szczęście krótkiej lekturze, nawet na Masłowską patrzy się przychylniejszym wzrokiem.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.