Je suis

Wrzesień 26, 2006

Trzy wiedźmy (T. Pratchett)

Filed under: Fantasy — marczewska @ 4:11 pm

Jeszcze zanim sięgnęłam po kolejny tom opowieści o Świecie Dysku, tytuł kojarzył mi się dosyć jednocznaczenie z Szekspirem. W wersji oryginalnej brzmi on Wyrd Sisters, a pamiętamy, że trzy czarownice z Makbeta to, odrzucając polskie tłumaczenia „weird sisters”. Mój instynkt okazał się górą, zaś samo skojarzenie nie jest bynajmniej efektem zawodowego skrzywienia, utrwalonego rocznym uczęszczaniem na konwersatorium szekspirowskie.

Trzy wiedźmy to opowieść czerpiąca dość obficie ze znanych nam dramatów Szekspira. Odnajdziemy tu elementy m.in. Hamleta, Makbeta, Króla Leara, Jak wam się podoba, Snu nocy letniej i wielu innych. Wszystko jest oczywiście nagięte do realiów Świata Dysku. Książka zabawna sama w sobie, choć znajomość wymienionych dzieł stwarza drugie, uzupełniające dno.

Fabuła jest dość prosta: panujący król pada ofiarą zabójstwa, zorganizowanego przez czyhającego na przejęcie tronu księcia i jego małżonkę. Nowy władca okazuje się być kiepskim panującym – mocno zakompleksiony typ o sadomasohistycznych skłonnościach wywołuje sprzeciw w całym królestwie. Obalić go może tylko prawowity następca tronu, który jako niemowlę dostał się pod opiekę trzech całkiem dobrych i miłych czarownic, a następnie przekazany został małżeństwu prowadzącemu objazdowy teatr. Chłopiec rośnie, doskonaląc się w sztuce akorskiej, nie znając swojego pochodzenia. Wszystko toczy się swoim rytmem do czasu, gdy pierwsze opiekunki Tomjona decydują się wziąć sprawę w swoje ręce i osadzić dziedzica na tronie.

Książkę polecam wszystkim, którzy mają ochotę na prostą, a jednocześnie zabawną intelektualną grę.

Moja ocena w Biblionetce – 5.

Reklamy

Wrzesień 24, 2006

Anna In w grobowcach świata (O. Tokarczuk)

Filed under: Nowa proza polska — marczewska @ 1:45 pm

Po „nową Tokarczuk” sięgnęłam z zapałem. Odkąd przed kilkoma laty, skazana na przymusowe, dwutygodniowe leżenie w łóżku z dotkniętą zakażeniem nogą, sięgęłam po Dom dzienny, dom nocny, należę do wiernych czytelniczek tej autorki, zwłaszcza, że przez ostatnie dwadzieścia lat kondycja polskej prozy jest, według mnie, dość kiepska. Tym radośniej witam zatem każdą książkę, o której mogę powiedzieć, że jest dobra, bez poczucia niedosytu i nostalgicznego westchnienia, że „kiedyś pisano lepiej”.

Anna In to współczesne, literackie odczytanie starożytnego, sumeryjskiego mitu o boginii, która zstępuje do podziemnego królestwa śmierci, w którym spotyka swoją siostrę. Niestety, zgodnie z panującym prawem, z królestwa tego nie ma powrotu. Swój powrót do świata żywych zawdzięcza Inanna Ninmie – stworzycielce natury, starej boginii, która grozi pozostałym bogom zatrzymaniem biegu natury, jeśli nie pomogą swojej córce wydostać się z podziemi. Cena za uwolnienie jest jednak wysoka – bohaterka wychodzi wprawdzie na wolność, potrzebuje jednak zastępcy, który zszedłby zamiast niej do królestwa śmierci. Wybór pada na jej ukochanego, w końcu jednak pani umarłych zgadza się przyjąć do siebie dwie istoty – wspomnianego Ogrodnika i kochającą go siostrę, Gesziannę. Każde z nich ma zstępować w podziemie na kolejne pół roku.

Mit, tak bardzo przypominający znaną nam z mitologii greckiej opowieść o Persefonie i Demeter, jest znany współczesnym dzięki tekstom z tabliczek klinowych, tłumaczonym na język angielski i dostępnym również w internecie. Mimo starożytnych korzeni, interpretacja Tokarczuk umieszcza tę historię niejako poza czasem; obok wyraźnego tchnienia „dawności” i lekkiej egzotyki obcej kultury, mamy elementy współczesnej, a nawet wybiegającej lekko naprzód cywilizacji. I tak świat podziemny jest połączony ze światem żywych systemem poruszających się we wszystkich kierunkach wind, do których wsiada się na specjalnych peronach, bogowie swobodnie popijają piwo, zaś Inanna czesze swoje długie włosy w sploty niezliczonych warkoczyków.

Bardzo ciekawym dopełnieniem opowieści jest posłowie Autorki, w której udziela ona wyczerpujących wyjaśnień tak na temat przetworzonego mitu, jak i mitologii w ogóle.

Mimo ciekawej formy i wspaniałego języka (Tokarczuk wspomina o czymś na wzór refrenów w wersji oryginalnej i w pewnych kontekstach chyba przejęła ten pomysł starożytnego autora), książka ta nie jest w ogóle „moja”. Z pewnością jest ciekawa i warta przeczytania, nie porusza jednak we mnie głębokiej struny. Czytałam ją właśnie jako swoistą interpretację mitu, bez wielkiego zaangażowania i napięcia.

Moja ocena w Biblionetce (po długich wahaniach) – 4, choć bliższe jest to 3 z plusem.

Wrzesień 22, 2006

Eryk (T. Pratchett)

Filed under: Fantasy — marczewska @ 8:53 pm

Mój kolega, czytając kiedyś którąś z kolejnych części Świata Dysku stwierdził: „To takie prymitywne, ale zabawne i wciąga”. Podpisuję się pod tymi słowami, aczkolwiek z pewną ostrożnością. Czy aby na pewno możemy określić książki Pratchetta mianem prymitywnych? Owszem, przy pierwszym zetknięciu rzuca się w oczy prosta forma, język skłonny do budowania sytuacji niemal absurdalnych, dość oryginalna grosteskowość (w przypadku Eryka rozłożył mnie na łopatki spinacz – tak, taki zwykły – jako pierwszy skrawek materii rodzący się pustce powstającego wszechświata), wszystko to jednak składa się na bardzo misterną konstrukcję świata, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Nie przypisuję tym książkom niebywałej głębi, bo w nich w ogóle nie o to chodzi. To byłoby trochę tak, jakby zdyskwalifikować jako strój pogrzebowy czerwoną sukienkę, która niejako z definicji do roli funeralnej pretendować nie może. Jeśli jednak ktoś chce przeczytać coś lekkiego, a jednocześnie zabawnego i inteligentnego, to polecam.

Eryk to w pewnym sensie nagięcie mitologii greckiej do realiów Świata Dysku. Razem z Rincewindem, nieudanym magiem, wejdziemy w krainę Hadesu, gdzie spotkamy się z Syzyfem (który obecnie, zamiast toczyć pod górę swój głaz musi, w wyniku reformy wprowadzonej przez nowego władcę demonów, wysłuchać kilku tysięcy tomów nudnych przepisów, odczytywanych mu przez specjalnie do tego zatrudnionego demona), Prometeuszem, wykończonym po wielkoletniej, codziennej utracie wątroby i wieloma innymi postaciami, noszącymi tu oczywiście inne imiona – co także stanowi pewien rodzaj gry. Znajdziemy się również w samym środku wojny Tsortiańskiej, której bohater, Lavaeolus, skazany jest na dziesięcioletnią drogę do domu. Oczywiście wszystko dobrze się kończy, a my mamy ochotę sięgnąć po kolejny tom serii…
Eryk jest idealny jako lektura pociągowa czy wręcz tramwajowa – książka nie liczy nawet 120 stron. Moja ocena w Biblionetce – 4.

Wrzesień 20, 2006

Weiser Dawidek (P. Huelle)

Filed under: Nowa proza polska,Proza XX wieku — marczewska @ 4:31 pm

Należę do osób, które uwielbiają prozę Pawła Huelle. To dzięki niej zbliżyłam się do Gdańska, zanim go jeszcze poznałm – przez dwadzieścia dwa lata to miasto było dla mnie totalnie obce, by w końcu przyjąć mnie u siebie w poprzednie wakacje. Spędziłam kilka tygodni w wydawnictwie, w którym ktoś przede mną robił korektę Castorpa. Podczas pierwszego, samotnego spaceru po porcie w Gdyni pomyślałam, że teraz już wiem, iż Huelle nie mógłby pisac swoich książek i opowiadań nigdzie indziej.

Właśnie to (jak również godziny spędzane nad korektą, indeksami i bieganiem po bibliotekach) przypomniały mi pierwsze stony Weisera Dawidka: niepowtarzalny klimat Gdańska, którego nie można pomylić z niczym innym. Doprawdy, Huelle nie musiał podawać nzwy miasta czy poszczególnych dzielnic – Gdańsk sam wychodzi spomiędzy jego słów, prześwituje przez kolejne strony. To jednak nie wszystko: Weiser Dawidek to nostalgia za dzieciństwem, światem, który z jednej strony pełen jest cudowności i magii (wtedy, gdy wszystko jeszcze potrafi zachwycić i wydać się niezwykłe, wręcz nadprzyrodzone), z drugiej zaś jest światem dość brutalnym, nie szczędzącym wrażliwemu dziecku łez (wszak pomoc, której chłopcy udzielili Żółtoskrzydlemu była właściwie wynikiem instynktu, dobrej woli najczystszej postaci, czymś zupełnie nieprzemyślanym, bez zważania na ewentualne konsekwencje). Jest to też powieść polityczna: akcja toczy się niejako na dwóch płaszczyznach czasowych. Pozostający zawsze tożsamym z narratorem bohater pierwszej, bliskiej współczesności, zwraca się w kierunku schyłku odległych lat pięćdziesiątych, na które przypada jego dzieciństwo i owe wyjątkowe wakacje, wokół których została zbudowana fabuła powieści. W tych dawnych, postsocrealistycznych czasach nauczycielem malego Hellera jest niejako M-ski – aktywny działacz polityczny; chłopiec też bardzo dobrze pamięta odobioną sumiastym wąsem twarz Stalina, która jeszcze kilka lat wcześniej zdobiła różne punkty miasta; zaś lokalny proboszcz w każdą niedzielę grzmi z ambony, strasząc wiernych karą bożą za sprzedawanie się złym idolom. Jest to też w pewnym sensie powieść o inności – Dawidek to chłopiec zupełnie inny od swoich rówieśników. O jego obcości decyduje zarówno sposób bycia (bardzo skryty i tajemniczy), jak i żydowskie pochodzenie,
Weiser Dawidek to książka dobra i łagodna – takie uczucia obudzila we mnie. Pozwoliła mi powrócić na dwa i pół dnia (tyle czasu trwała lektura) do lat dzieciństwa, późniejszego w stosunku do czasów Weisera o lat dwadzieścia kilka, a przecież nie tak zupełnie różnego. Ja również należę jeszcze do pokolenia dzieciaków (być może już ostatniego), dla których oranżada w szklanych butelkach stanowiła wartość samą w sobie (te butelki się potem sprzedawało i było z tego parę groszy).

Ocena w Biblionetce – 5.

Wrzesień 13, 2006

Po co?

Filed under: Ogólne,Uncategorized — marczewska @ 10:45 pm

Mimo że prywatne zapiski (zarówno internetowe, jak i te pozostające w ściankach grubego zeszytu w kratkę) prowadzę od wielu lat, doszłam do wniosku, że w ramach prób usystematyzowania swojego życia powinnam zająć się w końcu książkami, które czytam. Inf męczy mnie o pisanie recenzji w Biblionetce, ja jednak ze swoją skłonnością do zatrzaskiwania za sobą drzwi i udawania, że nie ma mnie w domu, postanowiłam póki co założyć książkowego bloga. Może dzięki temu w moim czytelniczym świecie będzie troszkę mniej chaosu.

Zapraszam. 🙂

« Poprzednia strona

Blog na WordPress.com.